poniedziałek, 20 października 2014

Tari Bari

Dziś recenzja kolejnej restauracji znajdującej się w dawnych murach Fabryki Ramischa. Będąc tam ostatnio niezwykle ucieszyły mnie tłumy odwiedzające OFF Piotrkowska! Niesamowite jest to, że przychodzi tam tyle ludzi tylko dla pysznego jedzenia. Bo po cóż innego? Niezależnie od godziny większość stolików jest zajętych i zewsząd słychać gwarne rozmowy oraz szczęk sztućców. Mnie jednak zupełnie ten harmider nie przeszkadza, jestem dumny z tego, że Łódź ma swoje miejsce skupiające wiele lokali serwujących świetne jedzenie w niesamowitej atmosferze. Od dłuższego czasu nie przychodzą tam tylko młodzi ludzie, ale także rodziny z dziećmi . Off Piotrkowska jest co raz częściej wybierana również na spotkania biznesowe, co niewątpliwie powierdza, że to miejsce weszło na inny poziom.


Tari Bari jest idealnym miejscem na letnie, upalne dni. Przez prawie cały dzień na stoliki pada cień, więc można tam zdecydowanie odpocząć, chłonąc atmosferę tego pięknego miejsca. Nie rozczarowuje także minimalistyczne wnętrze lokalu. Nie każdemu może się ono podobać, jednak uważam że wystrój powinien być dopasowany do serwowanego jedzenia. Każdy stolik, każde krzesło jest inne, jednak wszystko wykonane jest z jasnego drewna, co sprawia, że widać w tym przemyślany koncept. Użycie barw nierzucających się w oczy nie rozprasza klienta i stwarza niesamowity klimat. Wspaniałym pomysłem, coraz częściej praktykowanym w nowopowstących lokalach, jest otwarta kuchnia. Przez ten prosty zabieg lokal zyskuje na przestrzeni, a klient czuje, że nic nie jest przed nim ukryte. Można się tam poczuć jak w rodzinnym włoskim bistro, za co należą się właścicielom gratulacje.

Na początku w Tari Bari jedzenie zamawiało się przy barze. Niestety dla mnie ten pomysł wydawał się zupełnie nietrafiony. Rozumiem, że chciano stworzyć atomsferę bistro i nieformalny charakter, ale bez przesady! Nie jesteśmy w McDonaldzie czy innym fast foodzie. Szczególnie kłopotliwe robiło się wybieranie posiłku w większej grupie. Na szczęście uległo to zmianie i po zamówienie przychodzi kelner.

Brak włoskiego klimatu widzę tylko w obsłudze. Nie jest ona taka, z jaką spotkałem się we Włoszech. Spodziewałbym się optymistycznie nastawionych ludzi, chcących przekazać ludziom to co mają najlepsze, czyli jedzenie. Uważam także, że w takich kameralnych lokalach powinni być obecni właściciele i dbać o gości. Jak wiadomo, na nasza ocenę posiłku wpływają nie tylko wrażenia smakowe, ale również atmosfera! Nie znaczy jednak to, że obsługa jest zła - po prostu źle dobrana .


Czas teraz na najważniejszą rzecz, czyli jedzenie. Menu jest dostępne w formie papierowej, a nie tylko na tablicy, przy barze. Ogromnym plusem są nowości każdego dnia - nie jest tu nudno i monotonnie. Karta nie przeraża wielkością, ale przecież nie chodzi o ilość, a o jakość, prawda? Posiadając mniejszy wybór możemy być pewni, że składniki będą świeże. Odnajdą się tutaj zarówno miłośnicy makaronów, mięs, owoców morza, ale również pizzy! Gorzej będzie jeżeli najdzie nas ochota na sałatkę. Z miejsca odstraszyło mnie użycie dziwnego produktu, a mianowicie sera sałatkowego. Nie rozumiem po co używać tak tandetnego produktu jeżeli istnieje mnóstwo włoskich serów, które doskonale nadają się do sałatek. Wybór nie był trudny i podczas tej wizyty postawiłem na owoce morza, rybę, makaron i pizzę! Na pierwszy ogień poszły tartinki z ricotta i łososiem. Uwielbiam ricottę za jej delikatny smak i puszystość, a połączenie z łososiem i octem balsamicznym jest niesamowite. Przeszkadzał mi jedynie chleb, który był tak twardy, że miałem problemy z ugryzieniem go. Następne penette) z pesto z białych szparagów, orzechów włoskich i sera grana padano. Utwierdziłem się w przekonaniu, że szparagi, a szczególnie białe średnio nadają się do sosów. Pesto było gorzkie, a w połączeniu z orzechami i grana padano mdłe. Mogłoby smakować zdecydowanie lepiej gdyby dodać do niego warzywo, ożywiając nieco smak i zastępując słodki grana padano bardziej pikantnym parmezanem. Pomijając sos muszę przyznać, że nigdy nie jadłem lepiej ugotowanego makaronu. Najbardziej perfekcyjne al dente w moim życiu! Nie zrażony po dwóch pierwszych niepowodzeniach, zabrałem się za trzecie danie - świeże kalmary baby w sosie pomidorowym z kaparami i oliwkami. Kalmary świetnie zrobione - deliktane i niegumiste. Świetnie sprawdza się sos pomidorowy z nutą rozmarynu, który wraz z kaparami i oliwkami jest doskonałym uzupełnieniem. Wreszcie proste i pyszne włoskie danie. Zadowlony morskim przysmakiem czekałem z niecierpliwością na rybę - stek z polędwicy z tuńczyka. To był ten moment, na który tak czekałem. Zawsze znajdzie się danie, które może zmienić nasze zdanie o danym lokalu. Ryba była delikatna, świeża, doskonale doprawiona, po prostu rozpływała się w ustach! Istna symfonia smaków. Warto tam iść tylko dla tego tuńczyka! Na koniec pizza z pomidorkami cherry i rukolą. Jedna z moich ulubionych kompozycji smakowych. Rukola dodaje wyrazistości, a pomidorki nadają świeżości. Pizza była wodnista i bardzo obfita w sos, jednak zupełnie nie zwracałem na to uwagi. Jedząc ją i brudząc się sosem, który skapywał zewsząd, czułem się niesamowicie. Nigdy w Polsce nie czułem tak realnych Włoch, a miałem wręcz wrażenie, że na chwilę się tam przeniosłem. To jest właśnie magia jedzenia, dobrego jedzenia. Zapomniałbym jeszcze o winie! Dostępne jest kilka rodzajów win sprzedawanych również na kieliszki (brawo!). O każdym napisane są dwa zdania, które niewątpliwie pomogą nam w dobrym wyborze.



Jeszcze dwa słowa o cenach. Tutaj chyba jest największy zgrzyt z ideą bistra. Ceny nie są najniższe, wręcz całkiem wygórowane, a porcje dość małe. Właściciele zapewne są tego świadomi, ponieważ nie publikują cen na swoim facebookowym profilu. Uważam, że mogłby one być nieco niższe. Jednak biorąc pod uwagę świeżość składników można na nie przymknąć oko!

Niezmiernie mnie cieszy kolejna świetna restauracja w Łodzi! Jestem szczęśliwy, że ludzie chcą dzielić się tym, co umieją robić najlepiej z innymi. Przepyszne jedzenie i dobra atmosfera uczynią każdą naszą wizytę w tym bistro niezapomnianą. Nie musimy jechać na południe Europy, aby poczuć się jak we Włoszech. Wystarczy wybrać się do Tari Bari, a zabiorą nas w niesamowicie pyszną podróż na Półwysep Apeniński.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz